Szczerze mówiąc jestem przerażona, bo z tego, co wyczytałam ten wyściółczak, to nowotwór mózgu. Mama już jest po wizycie u neurologa,który nic nie może stwierdzić bez rezonansu. Rezonans jest 1 lutego, natomiast wynik około tydzień póżniej. Jeszcze nigdy się tak nie bałam... Proszę o jakieś informacje. Cały czas płacze i mam nadzieję, że badanie MRI pokaże, że to jednak nie nowotwór. Jeśli to rak, to jakie są szanse na całkowite wyleczenie i jak wygląda leczenie? Dodam, że mama ma 52 lata, ogólnie jest zdrowa, z objawów o których czytałam w internecie ma tylko bóle głowy. Proszę o pomoc... Jakoś muszę przetrwać do lutego, a póki co nie mogę spać, jeść i ciągle płaczę... I jeszcze jedno pytanie: Czy wyściółczak daje jakieś objawy w głowie, tzn. czy osoba chora ma np. jakiś obrzęk, czy wzmożone ciśnienie? U mamy w wyniku TK niepokojący jest tylko wpis o którym piszę wyżej, natomiast wszystko inne jest ok.
Głosowałaś/eś już na tę wypowiedź
















