Dziwnie czuję się pisząc tego posta no ale cóż...Przy sztucznym świetle gdy patrzę NA PRZYKŁAD na dwukolorową pościel (czerwone róże na granatowym tle) widzę takie migoczące rozbłyski światła, jakby taki pulsujący prąd elektryczny tworzący dość grubą migoczącą 'aureolę' dla róż...jest to bardzo intensywne wrażenie, tak intensywne, że nie jestem w stanie korzystać z tej pościeli. Pytałam swojego chłopaka i rodzinę czy i oni mają coś takiego...i okazało się, że nie, co przyznam się szczerze zaczęło mnie intrygować. Wzrok mam w sumie dobry...nie licząc tych dziwnych uciążliwych muszek przed oczami...takie jakby latające ciemne plamki (dawno temu byłam w ich sprawie u okulisty, który jednakże stwierdził, że z moimi oczami wszystko w porządku i na tym się nasza znajomość zakończyła) Co to jest, mam na myśli te rozbłyski? Czy to coś normalnego, czy może raczej powinnam zasięgnąć
porady lekarza? I czy może to mieć coś wspólnego z tym, że czasami odczuwam mrowienie twarzy i skóry w okolicy potylicy a po kręgosłupie przebiegają mi takie dziwne ciarki. Wspomnę jeszcze o moich bólach mięśniowych....na które cierpię już od bardzo dawna z większymi lub mniejszymi przerwami. (oczywiście byłam z tym u lekarza...ale bez jakichkolwiek rezultatów...no może z takim, że doktor uznał mnie w końcu za hipochondryczkę, więc dałam sobie z tym całym lataniem spokój) Jednak ostatnio oprócz bólu dołączyło do tego mrowienie i pulsowanie różnych partii mięśni a często gdy zasypiam nogi tak jakby same mi podskakują. Czy to wszystko razem, w ogóle mieści się w normie? Czy ktoś z Was miał, ma coś podobnego?
Głosowałaś/eś już na tę wypowiedź