Witam wszystkich, których bliscy zachorowali na ta ciężką chorobę zwaną Sla.Ja już jestem pogrążona w żałobie po tatusiu, ktory zmarł tydzień temu na tą cholerną chorobę.Jedyne co jest dla mnie pocieszeniem to to, ze nie musiał być bardziej upodlony przez tą chorobę.Zanim trafił do szpitala to chodził jeszcze na nogach.Powodem hospitalizacji na początku było niedotlenienie ponieważ palił bardzo dużo papierosów i miał rozedmę płuc.W szpitalu już nie był zdolny sam oddychać, więc został zaintubowany i ten stan już raczej pozostał na 2 miesiące przed śmiercią.Raz było lepiej raz gorzej, ale w ostateczności postąpiła choroba i przestała funkcjonować przepona.Chorował również na serce i gdy usłyszałam iż musimy zabrać tatę z respiratorem do domu lub umieścić go w ośrodku we Wrocławiu, a mieszkamy w Łodzi to zaczęłam sie modlić by to sie już skończyło, ponieważ mam siostrę chorą na Zespół Downa i raczej nie wyobrażałam by ona na to wszystko patrzyła w domu jak jej tata leży i nawet nie może z nim porozmawiać, a kolejna ważna rzeczą jest to,że chory na SLA jest do końca swoich dni świadomy co sie z nim dzieje i jest to tragiczne.Cieszę sie że tata już nie musi cierpieć, bo w ostateczności zmarł na krążenie.Bardzo współczuję bliskim, którzy zmagają sie z Tą choroba z bliskimi i życzę wytrwałości
Głosowałaś/eś już na tę wypowiedź