Hej, mnie się to zaczęło po wizycie w szpitalu związanym z inną chorobą, z której się wyleczyłem. Jednak tamte dolegliwości pozostawiły w mojej głowie straszny lęk, do tej pory jak psychol się obserwuję, czy nie mam jakiegoś nawrotu choć czuję się ok.Ta paranoja wpędziła mnie w kłucia skóry, mrowienia, igiełki, drgania mięśni.Wiem, że tej paranoi już się nie pozbędę, bo jestem urodzonym hipochondrykiem, przez co dolegliwości skórne czasem mi się nasilają.Czynniki sprzyjające nasilaniu się dolegliwości są tak śmieszne, że ich nie będę wymieniał (od stresu w pracy do zmiany pogody). Nauczyłem się żyć z tymi kłuciami, myśląc o nich inaczej, że w końcu na jakiś czas przechodzą. Dodatkowo faszeruję się magnezem, który bardzo mi pomógł w ukojeniu nerwów. Co śmieszne, w okresie mocnego kłucia i mrowienia, czy cierpnięcia skóry (lewa łopatka zwłaszcza) objawy nie występują w nocy, a przynajmniej w ogóle mnie nie wybudzają, co jest wręcz nie możliwe biorąc pod uwagę ich nasilenie na jawie

Rano po wstaniu po paru chwilach koszmar wraca. Ewidentnie problem siedzi gdzieś we łbie i tylko jego ścięcie ostatecznie rozwiązałoby problem...

Głosowałaś/eś już na tę wypowiedź